Powrót do poprzedniej strony

Relacja Indie Freeride Camp – Kaszmir.

Żywiec – Gulmarg – Żywiec.
Kilkanaście tysięcy kilometrów, 7 lotów, ponad 100 godzin w podróży. Warto było. Pomimo gonitw skasowanej butli ABS, azjatyckiego nieustannego „relaksu” nie do zaakceptowania przeze mnie, stresu. Warto było.
To czego w te dwa tygodnie doświadczyliśmy zostanie już z nami. Długo się zastanawiałem czy napisać to zdanie…
Tak to był niezaprzeczalnie wyjazd freeridowy mojego dotychczasowego życia.
Wysokość, ogrom, pogoda, kondycja śniegowa, stabilne warunki, jakość śniegu, nachylenie, długość linii…


Łączenie nawet w jednej linii wielu aspektów (skały, rzadkie brzozy -45-50 stopni nachylenia). Innowacyjność. pierwszy raz jeździłem nietknięte tak ogromne i tak strome ściany grzęd uchodzące do żlebów. Niesamowite uczucie – dające poczucie bezpieczeństwa. Przestrzenie i ogromne jodły w dużych odległościach. Skarłowaciałe, przebiałe brzozy w białym papierowym lesie. Techniczne trawersy, nie należące do przyjemnych i miłych. Jednak za taki „kosz owoców” trzeba kiedyś zapłacić. Pokuszę się o linię wyjazdu 700m przewyższenia, 1500m od start do stop bez zatrzymania. Błękit firany po 20m, prędkość i łkający przez cały czas oddech przez śnieg na twarzy przytykający pęd powietrza, zachwyt i może nieco wysokości. Drop in z 4000m n.p.m. 45 stopni, sekcje skał i białych brzóz w dolnej części grani. Bliżej lotu, czy pływania niż jazdy. Czas. Trwało to tak długo. nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem. Absolutnie.
Dobrze zgrana ekipa, dobrzy przewodnicy. Bezpiecznie. wesoło. Intensywnie. Masa górskich doświadczeń.
Myślę również że wdarł się progres.

India Freeride Camp-Kaszmir